wtorek, 9 września 2014

Rozdział Szósty: "Sprawa warta zapamiętania." (II)

            Hostem's POV

            Pierdolę ich wszystkich i wszystko. Właśnie przykleiłam do drzwi karteczkę z napisem „gabinet nieczynny do końca przyszłego miesiąca”. Zostało mi trzy sprawy, a zaraz po nich półtora miesiąca opierdalania się, ile tylko wlezie. Mam ich wszystkich dość. Począwszy na ludziach, którzy popełniają zbrodnie - przez nich mam od chuja wafla roboty - przez ludzi, którzy są poszkodowani - jakby nie mogli bardziej uważać na to co robią i komu ufają – a kończąc na wszystkich, orzekających wyroki. Przecież oni sobie ze mnie najnormalniej kpią. Widziałam nagranie z rozprawy, kiedy Lottie i Alex występowały przeciwko sobie. Dały popalić temu półgłówkowi i dzięki temu on się zemścił na mnie dzisiejszego pięknego poranka. Czy to moja wina, że przyjaźnię się z tymi dwiema kretynkami?!

            Weszłam do swojego samochodu, zatrzaskując za sobą z całej siły drzwi, przez co kilku przechodniów podskoczyło wystraszonych. Niech mnie kurwa pozwą za narażenie ich życia! Mam dość, po prostu jestem tym wszystkim zmęczona i nie mam na nic siły. Uderzyłam kilkukrotnie głową w kierownicę, dziękując w duchu, że nie wsadziłam kluczyka wcześniej, bo klakson naprawdę mógłby kogoś przyprawić o zawał serca. Roztarłam obolałe miejsce i ruszyłam do domu.

            Nie rozumiem, dlaczego my się dalej ukrywamy. Przecież nie po to uciekałyśmy z Londynu, żeby robić coś, co byłoby naszym zajęciem bez tego. Muszę poważnie zastanowić się nad zakończeniem mojej beznadziejnej kariery i zająć się tym, co naprawdę kocham – nielegalnymi wyścigami. Powtórzę to po raz ostatni – nie po to spierdalałam kilka tysięcy kilometrów, żeby teraz pracować jak wół i robić coś, na co nie mam najmniejszej ochoty.

            Jestem pewna, że Lex, Lottie i Natalie są tego samego zdania, więc przekonanie ich w cale nie będzie takie trudne. Jak poradzimy sobie z policjantami? To oczywiste. Zupełnie ich zignorujemy i będziemy robić swoje. Nic u nas nie znajdą w domu, a jeśli chodzi o sporą ilość forsy na naszych kątach… No cóż, na wszystko znajdzie się jakieś wytłumaczenie, a w ściemnianiu najlepsza jest Stane, więc to ona zajmie się brudną robotą.

            Zaparkowałam na podjeździe, a kiedy tylko wyszłam z samochodu natychmiast trzasnęłam za sobą drzwiami. To jest więcej jak pewne, że której dzisiaj rozwalę. Weszłam szybkim krokiem do wnętrza domu, od razu zdejmując z siebie żakiet i szpili oraz odrzucając torbę gdzieś na bok. Wbiegłam po schodach do swojej garderoby, gdzie przebrałam się w luźne ubrania. Zeszłam do salonu, siadając obok Lex i krzyżując ręce. Ona i Allan, który jakimś cudem znalazł się w naszym domu, obrzucili mnie natychmiast zdziwionym spojrzeniem.

- Przeprowadzamy się do Nowego Yorku i to nie po to, żeby dalej kitrać dupy na każdym kroku, tylko żeby żyć tak jak nam się podoba – warknęłam, mierząc ścianę przede mną nienawistnym spojrzeniem. Alex natychmiast podskoczyła i rzuciła się na moją szyję, a Al załamał ramiona.

- Nie uważasz, że to lekka przesada? Dwa lata temu mówiłaś to samo, a wyszło jak wyszło – jęknął szatyn, przez co natychmiast popatrzyłyśmy na niego wściekłe, na co on spiął się w sobie.

- Teraz mamy więcej czasu, bo nikt nas nie nakrył, a ja naprawdę nie mam zamiaru tracić swojego cennego czasu na bogatych bufonów, którzy myślą, że cały świat jest podporządkowany tylko na ich skinienie palca – mruknęłam. Allan natychmiast westchnął cicho, po czym machnął na nas ręką i wyszedł z domu.

- Mówisz serio, czy tylko chciałaś go wkurwić? – zapytała blondynka natychmiast się ode mnie odsuwając. Nie zawsze moim celem jest doprowadzanie przyjaciół do szewskiej pasji. Doprawdy, myślałam że akurat ona zna mnie trochę lepiej.

- Oczywiście, że mówiłam poważnie. Ja naprawdę nie mam zamiaru dalej użerać się z nimi wszystkimi – usiadłam po turecku, włączając telewizor na jakimś kanale z wiadomościami.

            Stane miała jednak zupełnie inny plan. Podniosła się z siedzenia i poszła na górę, żeby po chwili wrócić z komputerem. Dobrze wiedziałam, co robi, ale nie odezwałam się nawet słowem. Jedynie co chwilę zerkałam na wyświetlacz, oglądając domy, które wybiera i dodaje im zakładki. Zabawę czas zacząć… Znowu.

            Louis‘s POV

- Nie ma za co, zapraszamy następnym razem – podałem sobie z jakimś kolesiem dłoń, a on sam po chwili wyjechał z warsztatu naprawionym samochodem. Nie, nie tylko laski oddają nam swoje wozy do naprawy. Jest naprawdę bardzo dużo chętnych, ale ostatnio większości musimy odmawiać. Nie chcemy wyrabiać niczego ponad normę, żeby pasja nie stała się przymusem, a cały czas pozostała przyjemnością.

- Zostało nam cztery samochody do naprawy na dziś. Tak naprawdę, to są one tylko do skończenia i możemy wybywać z powrotem do domu – Niall stanął obok mnie, wycierając dłonie w brudną szmatę, więc zbyt wiele mu to nie dało.

- Po jednym na głowę – mruknąłem bardziej do siebie. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Zrezygnowany wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem połączenie. Wiedziałem, że to nie Madi. Allan się mylił, ona już nigdy więcej nie odezwie się do mnie nawet słowem.

~ Kupę lat, Tomlinson – usłyszałem znajomy głos, a na mojej twarzy od razu pojawił się lekki uśmiech. Nie spodziewałem się, że to będzie jeszcze kiedykolwiek możliwe.

~ Jak nie więcej, Chutcherson – zaśmiałem się, a mój humor nagle się poprawił. W końcu nie codziennie można usłyszeć starego przyjaciela, który spierdalając przed policją nie zostawił po sobie znaku życia. Gliniarze dawno uznali go za zaginionego.

~ Słuchaj, mam dla ciebie ciekawą informację. Z niektórych źródeł wiem, że siostra ci niedawno uciekła – otworzyłem szeroko oczy. Tam, gdzie jest Charlotte znajduje się również Madeleine. Mógłbym odzyskać je obie za jednym razem.

~ Jeżeli cokolwiek wiesz, to błagam, powiedz mi coś na jej temat – powiedziałem cicho, wychodząc na zewnątrz, żeby móc zapalić. Ukucnąłem, wyciągając fajki i odpalając jedną.

~ Wiedzie jej się całkiem dobrze i język też jej się wyostrzył – rozbawienie w głosie Davida było aż nadto wyczuwalne. Ej no! Ja się tu zamartwiam, a jego to śmieszy.

~ Dav proszę cię. Nie widziałem jej od dwóch lat. Też masz młodszą siostrę. Jak myślisz, jak ja się teraz czuję? – warknąłem ciut za ostro, ale nie panowałem nad sobą.

~ Wpisz sobie w wyszukiwarce Elena Adams i nie zwracaj uwagi na kolor włosów. Słaba przykrywka – powiedział gładko, a ja dałbym sobie rękę uciąć, że właśnie wzruszył ramionami.

~ Stary, zadzwoń jeszcze kiedyś – powiedziałem po chwili zupełnej ciszy. Usłyszałem po raz kolejny cichy śmiech znajomego.

~ Wyczekuj.

Hostem's POV

Siedzimy aktualnie we cztery i zastanawiamy się, jak ma wyglądać nasz nowy dom. Oczywiście każda ma co do tego inną wizję i próbujemy już od trzech godzin jakoś je pogodzić. Nie powiem, za dobrze to nam to nie wychodzi, ale jesteśmy coraz bliżej kompromisu. Owszem, cuda również czasami się zdarzają i to nawet u nas. Jestem jednak w stu procentach pewna, że tym razem nie pójdzie nam tak łatwo. Dwa lata temu to Allan wybierał dom, więc nie było z tym najmniejszego kłopotu, ale teraz on nie popiera naszego pomysłu, więc nawet pewnie nie zamierza nam w niczym pomagać. No cóż, jego strata. On i tak będzie robił to, co my mu powiemy i zamieszka tam, gdzie my wybierzemy. W końcu od czego ma się przyjaciół?

- Jestem za tym! – usłyszałam pisk Lex, więc wróciłam wzrokiem do komputera. Przechyliłam głowę, przyglądając się uważnie obrazkowi na ekranie laptopa. Nie powiem, żeby mi się nie podobało, ale…

- Alex, na pewno nie uważasz, jest go trochę za dużo – zmarszczyłam czoło, starając się skupić w myślach wszystkie argumenty za i przeciw. Sorex nie jest prostym negocjatorem. – Nie zrozum mnie źle – powiedziałam, zanim z jej ust zdążyło wydobyć się jakiekolwiek słowo. Po chwili kontynuowałam. – Owszem, ja również uwielbiam pławić się w luksusach, ale bez przesady. Myślę, że trochę mniejsza działka nam wystarczy i będziemy czuć się w niej tak samo dobrze, jak w tej ogromnej – zakończyłam i wzięłam głęboki oddech. Nawet nie wiem, w którym momencie go wstrzymałam.

- Nie, ja zdecydowanie potrzebuję takiej willi do pełnego szczęścia i ty nie jesteś w stanie zmienić mojego zdania na ten temat. Wiesz jaki to ma zajebisty garaż?! W końcu mogłybyśmy nie zostawiać Allanowi na przetrzymanie części samochodów, dzięki czemu miałybyśmy na nie wszystkie oko i w razie jakiegoś szybkiego wyścigu nie trzeba by było się zastanawiać, jak dojechać na miejsce i po drodze jeszcze do Ala – Stane podniosła się z podłogi na równe nogi i zaczęła wymachiwać rękoma na wszystkie strony. Westchnęłam ciężko, podnosząc obie ręce w geście kapitulacji. Zdecydowanie przeciągnęła mnie na swoją stronę tym jednym, jedynym argumentem.

- To jak, mamy się już zacząć pakować, czy jeszcze nie? – zapytała cicho Charlotte, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Zdążyłam zauważyć, że jak dla niej, my we trzy działamy zdecydowanie zbyt pochopnie. Ona wolałaby wszystko przemyśleć, żeby mieć pełną kontrolę nad daną sytuacją. My działamy tak na dobrą sprawę impulsywnie, według tego, co akurat podpowiada nam moment.

- Lottie. Wiesz, że nie musisz się z nami przenosić. Jeśli chcesz, to możemy podrzucić cię do Londynu, do Louisa – powiedziała cicho Natalie, kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny. Blondynka natychmiast pokiwała energicznie głową, wprawiając w falowanie swoje długie, jasne włosy. Szczerze powiedziawszy, zazdrościłam ich jej.

- Chcę z wami jechać. Nie po to wyrwałam się z Anglii, żeby teraz stchórzyć i po prostu zrezygnować z życia, jakie mi pokazałyście. Pomimo tego, że cały czas pracowałyśmy, to i tak zaczęło się coś w nim dziać. No i chciałam spróbować czegoś jeszcze innego, niż do tej pory – powiedziała niepewnie Tomlinson, zamykając nam wszystkim buzie. Po dłuższym przemyśleniu… Miała rację. Po coś zgodziła się z nami jechać.

- W takim razie Lex kupujesz dom, a potem idziemy na imprezę, jako my. Te prawdziwe - uśmiechnęłam się do siebie tym specjalnym, wrednym uśmiechem. Niech słoneczne Rio de Janeiro i cała Brazylia zapamiętają nas na zawsze.

            Louis‘s POV

            Jakieś pięć minut temu skończyłem brać prysznic, więc aktualnie mam na sobie same bokserki i jakieś sportowe spodenki, które służą mi jako dół od piżamy. Nie chce mi się dzisiaj dosłownie nic robić. Właśnie dlatego udałem się prosto do lodówki, z której wyjąłem puszkę swojego ulubionego piwa i poszedłem z nim do salonu, gdzie rozwaliłem się na kanapie. Chwyciłem pilota, leżącego na szczęście obok mnie i włączyłem telewizor, zaczynając szukać jakiegoś meczu, wartego mojej uwagi. Już za niedługo zaczynają się Mistrzostwa Świata, więc i tak nie mogę liczyć na nic lepszego, niż powtórka. Cholerny świat.

            Zatrzymałem się na kanale, gdzie pokazywali tegoroczny finał Ligi Mistrzów i otworzyłem puszkę, od razu pociągając z niej spory łyk. Właśnie tego było mi potrzeba. Chociaż chwili spokoju i całkowitego wytchnienia. Nie mam zamiaru przepracować całego życia, tak jak robią to co poniektórzy. Z nielegalnych wyścigów, na które oczywiście w dalszym ciągu uczęszczamy i warsztatu mamy wystarczająco dużo forsy na to, żeby żyć tak, jak nam się żywnie podoba. Równie dobrze moglibyśmy skończyć naszą działalność, ale dwa lata, to zdecydowanie zbyt krótki okres czasu, żeby zapomnieć. Szczególnie teraz, kiedy te wredne zołzy postanowiły dać jakikolwiek znak, że żyją. Jak tak teraz na to patrzę, to powinny siedzieć cicho. Już zaczynaliśmy normalnie funkcjonować, ale te trzy laski jak zawsze musiały wszystko zepsuć. Nie obwiniam Charlotte, bo po pierwsze to moja siostra, a po drugie to moja młodsza siostra.

            Teraz żałuję, że pozwoliłem Zaynowi ścigać się z Hostem. Zdecydowanie łatwiej byłoby, gdybyśmy nigdy nie stanęli na ich drodze. Przecież taj naprawdę sami prosiliśmy się o to, żeby nam w sprawach namieszały. I teraz utknęliśmy w tak zwanej czarnej dupie. Niall chodzi przygnębiony, bo opierdolił Mygale i ta obiecała, że więcej do niego nie zadzwoni. Co prawda Liam zdołał zidentyfikować miejsce, z którego dzwoniła, ale jakaś cholerna puszcza na obrzeżach Rio to raczej nie jest ich dom. Zayn nie ma humoru, ponieważ Sorex go totalnie olała i nie zanosi się na to, żeby chciała się do niego odezwać. A ja… To już w ogóle szkoda gadać. Za jednym zamachem udało mi się zniechęcić ich dwie. Jest zajebiście, jak cholera. Kurwa.

            Hostem's POV

            Weszłam do garderoby i zaczęłam ją uważnie przeszukiwać. Nie wiem, co mogłabym na siebie założyć i po raz pierwszy w życiu mam taki problem. Już wiem, jak czuje się w takich momentach Alex i szczerze powiedziawszy nie widzę w tym nic zabawnego. W końcu jednak założyłam na siebie czarną, mocno pomarszczoną sukienkę i tego samego koloru, cholernie wysokie szpilki. Pewnie po dziesięciu minutach zaczną mnie stopy boleć tak, że nie będę w stanie się poruszać, ale czego nie robi się, żeby cię zapamiętali. No właśnie…

            Wyszłam do swojego pokoju, gdzie stanęłam przed lusterkiem i zaczęłam układać sobie włosy. W końcu i tak skończyło się na tym, że zostawiłam je w świętym spokoju, wolno spływające po moich ramionach. Nienawidzę ich za to, że tak naprawdę nie da się nic z nimi zrobić. Chociaż uwielbiam w nich to, że nie trzeba nic specjalnego, żeby rano były dobrze ułożone. Dwa w jednym.

            Zeszłam na dół, wkładając sobie do niewielkiej torebki telefon i portfel. Nigdy nic nie wiadomo, ale jestem na sto procent pewna, że dziewczyny upiją się jak jakieś małolaty i nie dadzą rady wrócić samodzielnie do domu. Przecież jeśli dowleką się do taksówki, to będzie cud nad cudy, jeszcze lepszy niż ten z wybieraniem domu.

- Ja nie prowadzę – rzuciłam od razu, kiedy tylko znalazłam się w największym pomieszczeniu całego domu. Dziewczyny popatrzyły na mnie, jak na jakąś kretynkę. Wzruszyłam ramionami, domyślając się, że już zamówiły naszą ukochaną „karocę”. Nie ma to, jak mieć domyślne przyjaciółki.

            Wyszłyśmy przed dom, kiedy tylko dało się stamtąd usłyszeć trąbienie samochodu i od razu wpakowałyśmy się do żółtego pojazdu. Droga na miejsce nie zajęła nam więcej, niż dziesięć minut. To aż dziwne, że samochodów było tak mało na drodze, ale ja jakoś nie narzekam. Weszłyśmy do środka. Zabawę czas zacząć.

            Louis‘s POV

            Wyjrzałem przez okno, za którym tak naprawdę nic już nie było widać. Zmarszczyłem brwi, przypominając sobie, że miałem sprawdzić jakąś Elenę Adams, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. Postanowiłem jednak zaufać staremu przyjacielowi i poszedłem do swojego pokoju po laptopa. Wpisałem hasło w wyszukiwarce i zacząłem przeglądać zdjęcia. Z każdym następnym obrazkiem moje oczy otwierały się coraz szerzej. O kurwa jego mać.

_____________

22 komentarze:

  1. Ale się cieszę, że dodałaś dzisiaj rozdział..cóż dodać, świetny jak zawsze! Czekam z niecierpliwością na następny, pozdrawiam, Daria :*

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny! Zresztą jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego bloga! Xx A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooooo ale zajebiscie :) czekam aż się spotkają :D ogółem genialnie i czekam na next XD

    OdpowiedzUsuń
  5. noo może Lou nie bd miał teraz problemu rozpoznać swojej siostry haha , czekam z niecierpliwością na next ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju cudowny rozdział ♥♥ masz talent dziewczyno, tylko pozazdrościć ;)) z niecierpliwością czekam na następny ♡
    // Werczi

    OdpowiedzUsuń
  7. Do you suffer from KIDNEY DISEASE? Do you know
    that, according to latest researches, DIALYSIS IS NOT NECESSARY?
    A friend of mine got off dialysis (stage 5 CKD)
    and healed his kidney. Take a look: https://www.facebook.com/angelique.dubois.3150/posts/1412669305622411

    Also visit my web-site - find more information

    OdpowiedzUsuń
  8. Nemckjdnnnfkdk. Nareszcierr!!! *.* uwielbiam perspektywe Mad i Lou!! <3 czekam na n rozdzial. Plzzz laskii dajecie te komentarze plisa! :)))) :*
    @luvmyniallers

    OdpowiedzUsuń
  9. Zmniejsz limit, bo to chyba niewykonalne w naszym wydaniu.
    Rozdział cudowny pisz dalej i nie zrażaj się do nas .
    Kocham twoje opowiadanie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuje! Cudowny! Przepraszam ze tak późno ale jakoś nie miałam czasu ;/
    Jeszcze raz bardzo dziekuje i czekam na next'a! / Kicia ❤️ (Tym razem z serduszkiem, a co mi tam!)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam czytać to ff <3 szczególnie z perspektywy Madeline :) uwielbiam jej charakter i podejście do wszysttkiego :) a ogólnie rozdział genialny :) z tym limitem ... Wiele osób czyta twojego bloga i nie komentuje. Więc to że zrobisz limit nie będzie znaczyć że zwiększy ci się liczba czytelników :) Może jakiś hasztag na twitterze ? Instagramie ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem leniwa, więc napisze tylko, że przeczytałam i mi się podobało, nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny dodawej następny bo nie moge się doczekać xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Liczy sie jak ja dodam te 5komentarzy?

    OdpowiedzUsuń
  15. Supeeer dawaj następny

    OdpowiedzUsuń
  16. Już jest 20 *.*

    OdpowiedzUsuń