wtorek, 30 września 2014

Rozdział Ósmy: „Konflikt z prawem i o stawianiu na swoim.” (II)

            Louis‘s POV
            Obudził mnie głośne walenie do drzwi wejściowych. Nie mam pojęcia, kto to, ale Niall mógłby pofatygować się i otworzyć to cholerne wejście. Warknąłem gardłowo, kiedy hałas nie ustawał i niechętnie zwlokłem się z łóżka, podenerwowany schodząc ze schodów. Zdziwiłem się, gdy okazało się, że jestem sam w domu. Ciekawe, gdzie mogło wywiać blondasa. Jednak moje niedowierzanie osiągnęło apogeum, kiedy zobaczyłem gliniarzy w wejściu. Ale nie dałem tego po sobie poznać – przynajmniej tak mi się wydaje. Starałem się zachować pokerową twarz, żeby nie dać im satysfakcji, czegokolwiek ode mnie chcą. Oni natomiast uśmiechali się szeroko, jakby właśnie wygrali milion w totka. Zupełnie mi się to nie podoba.
- Pan Louis Tomlinson? – zapytał jeden z nich, a ja ledwo powstrzymałem się od przewrócenia oczami. No kurwa nie, matka Teresa z Kalkuty. Żałuję, że wstałem z łóżka. Patrzenie na nich już mi się znudziło, mógłbym w końcu do niego wrócić. I tak zabrali zbyt wiele mojego cennego czasu.
- We własnej osobie – odburknąłem, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. – Mogę panom w czymś pomóc? – zapytałem po chwili, dość niezręcznej, jak dla mnie, ciszy. Niech oni sobie już pójdą.
- Zostaje pan zatrzymany pod zarzutem posiadania narkotyków – powiedział starszy z nich, a ja myślałem, że oczy wyjdą mi z orbit. Ich chyba coś mocno jebło w czachę, albo się nie wyspali.
- To pomyłka – stwierdziłem sucho, chcąc zamknąć im przed nosami drzwi. Nie będzie mi do domu dwóch mundurowych przychodziło i oskarżało o Bóg jeden wie co. Niestety, jeden z gliniarzy w ostatnim momencie zdążył przyblokować wejście nogą, przez co powstrzymał mnie od niezbyt miłego pożegnania z nimi. Wredny pies.
- Pójdzie pan z nami po dobroci, czy mamy pana skuć w kajdanki – po raz kolejny odezwał się ten „bardziej dojrzały”.
- Mogę się przynajmniej ubrać? – warknąłem, na co on tylko przytaknął. Mam kilka sekund na wymyślenie jakiejś skutecznej ucieczki.
            Szybkim krokiem wszedłem z powrotem po schodach na piętro, a później do swojego pokoju, gdzie zacząłem grzebać w ubraniach. Nie wiem, czy jest sens spierdalania. Przecież udowodniłbym im w ten sposób, że jednak mam coś wspólnego z tymi cholernymi dragami, a to nie poszłoby mi na rękę. Znajdę sobie jakiegoś prawnika, który wyciągnie mnie z tego gówna i będę mieć święty spokój do końca życia. A przynajmniej kolejnej, bezsensownej interwencji.
Sorex's POV
            Wyszłam szybkim krokiem z mocno przeszklonego budynku i udałam się prosto do swojego samochodu. Muszę jak najszybciej znaleźć się w domu, ponieważ mam jeszcze niespakowane walizki, a Allan przekazał mi godzinę temu, że wylatujemy już jutro z samego rana. Ja wiem, że on to zrobił specjalnie, żebym się nie wyrobiła, ale nawet jeśli poinformowałby mnie tylko pięć minut przed odlotem samolotu, to przysięgam, że najpierw zdążyłabym na niego, a potem zarżnęła swojego ukochanego przyjaciela. On powinien wiedzieć najlepiej, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych jeśli chodzi o coś, co mam przed kimś udowodnić.
            Zaparkowałam samochód na podjeździe i w tempie natychmiastowym znalazłam się w swoim pokoju. Żadnej z dziewczyn nie ma w domu. Madeleine, jako że jedyna z nas (do dzisiaj) ma wolne, wyjechała do Nowego Yorku, żeby zobaczyć dom, który chcemy kupić. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że to po raz kolejny będzie ucieczka, ale tym razem na poważnie będziemy robić to, co nam się podoba. A przynajmniej taką mam nadzieję. I jeżeli będzie inaczej, to chyba pójdę się powiesić, albo skoczę do oceanu. Śmierć jest zdecydowanie lepszą perspektywą, niż marnowanie życia na to, czego nienawidzi się robić.
            Wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować do niej wszystko, co tylko znalazło się w moich rękach. Nie zwracałam nawet uwagi na to, czy ubrania są ładnie poskładane. Starałam się jedynie, żeby zajmowały jak najmniej miejsca. Nie mam pojęcia, na ile lecimy do Londynu, ale mam cichą nadzieję, że na jak najdłużej. Wolę deszczową Anglię, niż wiecznie słonecznie Rio de Janeiro. Przynajmniej mózg nie wypłynie mi uszami z powodu przegrzania słonecznego. Nie moja wina, że jestem urodzoną Brytyjką, a co za tym idzie wolę deszczową pogodę.
            Kiedy tylko bagaż został spakowany usłyszałam, jak drzwi wejściowe się otwierają i do wnętrza wchodzą Natalie z Charlotte. Nie mogę im pokazać, że gdziekolwiek wyjeżdżam, ponieważ zażądałyby ode mnie konkretnych wyjaśnień na temat celu mojej podróży, a przecież nie mogę im od tak po prostu o tym powiedzieć, bo wyśmieją mnie, znienawidzą za to, że nie powiedziałam im wcześniej, albo co najgorsze, stwierdzą, że lecą razem ze mną, a tego chciałabym raczej uniknąć. Spanikowana wprowadziłam walizkę do łazienki i zamknęłam drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko, po czym zeszłam do nich na dół. Nie mam zamiaru przecież siedzieć w swoim pokoju przez resztę dnia.
- Coś ty taka wesoła? – zapytała Nat, kiedy tylko mnie zobaczyła. Wzruszyłam obojętnie ramionami, opadając swobodnie na kanapę w salonie, po czym włączyłam telewizję na pierwszej lepszej stacji muzycznej.
- Jakbyś nie zauważyła moja najlepsza przyjaciółko odkąd pamiętam, ja zawsze jestem wesoła – zaśmiałam się, nie odwracając wzroku od ekranu. Chyba jednak faktycznie przesadziłam z tym szczęściem.
- Oczywiście. Poza tymi momentami, kiedy chcesz zabić pół tego świata – zironizowała ruda i usiadła obok mnie, trzymając w dłoni kubek z zimnym napojem. Przewróciłam oczami, kładąc nogi na stoliku do kawy, stojącym przede mną.
- Daj jej spokój Natalie. Może będzie się teraz dało z nią normalnie dogadać – zaśmiała się Lottie, robiąc coś w kuchni. Dziękowałam jej w duchu za to, że nieświadomie uratowała mój żywot. Niestety – nie na długo.
- Charlotte posłuchaj. Ona uśmiecha się w ten sposób tylko wtedy, gdy czegoś od nas chce, albo coś jej się udało. Nieprawdaż, najlepsza przyjaciółko odkąd tylko pamiętam? – uśmiechnęła się do mnie wrednie, co zupełnie zignorowałam. Nie jest doba. Zdecydowanie jest cholernie źle. – Więc?
- Nie zaczyna się zdania od więc – pokazałam jej język i podniosła się z kanapy, ruszając w kierunku swojego pokoju. Jednak przebywanie w nim przez resztę dnia jest lepsze, niż przesłuchanie pani sędziny. Nienawidzę jej za to, co mi wtedy robi samym swoim spojrzeniem.
            Przyspieszyłam, kiedy tylko usłyszałam, jak rudzielec podnosi się, żeby mnie dogonić. Weszłam szybko do pokoju, trzaskając za sobą drzwiami, po czym zamknęłam je na klucz. Sorex jeden, Mygale zero.
- I tak się dowiem, o co chodzi! – dziewczyna uderzyła kilkukrotnie w moje drzwi. Szybko jednak zrezygnowała i zeszła z powrotem na dół. No więc, co można porobić przez kolejne kilkanaście godzin? Zaplanować wieczorną ucieczkę z własnego domu.
            Hostem's POV
            Rozejrzałam się uważnie dookoła siebie. Bywałam już w Nowym Yorku wcześniej, ale za każdym razem ogrom tego miasta robi na mnie takie samo wrażenie. Uwielbiam patrzeć na wysokie budynki i spieszących się donikąd ludzi. Wszyscy gonią bezustannie za karierą, a połowie z nich i tak praktycznie nic nie uda się osiągnąć w życiu. Jednak wszyscy mają jedną wspólną rzecz – sekrety, których mocno strzegą, żeby nikt się o nich nie dowiedział. Zastanawiam się, czy jest na świecie ktoś, kto tak samo jak my ukrywa swoją prawdziwą osobę. Raczej tak, ale ręki nie dam sobie obciąć…
            Poprawiłam niezauważalnie perukę na głowie i ruszyłam przed siebie. Co chwilę ktoś odwracała się w moim kierunku i obrzucał mnie uważnym spojrzeniem. Dobrze wiem, że jestem rozpoznawalna i powinnam przyzwyczaić się do nadmiernej uwagi, ale jakoś nie mogę. Bo przecież kto nie chciałby mieć chwili tylko dla siebie i swoich myśli? No właśnie.
            Westchnęłam ciężko, wchodząc do jednego z droższych, nowojorskich hoteli. Nienawidzę w nich mieszkać, ale jak na razie nie mam innego wyboru. Mam tylko nadzieję, że mój motor dotarł tutaj w jednym kawałku i bez skaz na swojej doskonałości. Nie jestem tutaj tylko dlatego, że będę sprawdzać nasz nowy dom. Trzeba pokazać innym, jacy zawodnicy pojawiają się na ich terenie i właśnie dlatego wezmę udział w nielegalnym wyścigu. Niby nic nowego, ale jaram się tym, jak mało czym. Przecież każdy lubi robić to, co sprawia mu największą przyjemność, a ja w tej kwestii nie jestem wyjątkiem. Po prostu moja pasja trochę różni się od zainteresowań innych ludzi i jest znacznie bardziej niebezpieczna.
            Odebrałam swój klucz i targając za sobą walizkę weszłam do jednej z dwóch wind. Nie mam zamiaru taskać się z tym cholerstwem po schodach, nawet jeśli obok mnie stoi wyraźnie napalony facet i mierzy wzrokiem całe moje ciało, zatrzymując się na dłużej w oczywistych miejscach. Nie toleruję takich złamasów. Mógłby się przynajmniej kretyn trochę poukrywać z tym, że mu się podobam, a nie od razu patrzeć na mnie, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczył na oczy człowieka bez kutasa w gaciach. No po prostu totalna paranoja.
            Odetchnęłam z ulgą, kiedy tylko winda zatrzymała się na moim piętrze i natychmiast opuściłam to ciasne pomieszczenie, w którym po woli zaczynało brakować czystego tlenu. Ja nie wiem, ile on wydał na te swoje perfumy, ale zdecydowanie przepłacił, ponieważ ten zapach nie był wart nawet jednego funta. Śmierdział, jak woda w kiblu i to tak lekko mówiąc. Weszłam do swojego pokoju, rozglądając się po nim uważnie. Nieźle urządzony, ale i tak widziałam lepsze apartamentowce. Z całym szacunkiem dla właściciela hotelu, oczywiście.
            Allan‘s POV
            Rozsiadłem się na kanapie w swoim salonie i zacząłem uważnie wpatrywać w telewizor, włączony na kanale informacyjnym. Przed sekundą skończyłem rozmawiać z Alex i muszę przyznać, że chyba się na mnie mocno wkurzyła. W sumie jej się nie dziwię, ale nie wiem, czego się spodziewała. Przecież to było do przewidzenia, że nie będę ułatwiał jej dostania się ze mną do Anglii. Nie chcę, żeby widziała się z chłopakami, bo to może sprowadzić na nas spore kłopoty, a ja blondyny potem nie będę ratował. Już za dużo razy musiałem robić to przez głupotę Stane. Wiem, że od tego są przyjaciele, ale jednak nie chciałbym umrzeć na serce w wieku dwudziestu pięciu lat.
            Westchnąłem ciężko, kiedy telefon, którym się bawiłem, zaczął dzwonić. Popatrzyłem na wyświetlacz i zmarszczyłem mocno brwi. Przecież jutro będziemy się widzieć, więc nie rozumiem, po co Niall do mnie dzwoni.  Podrzuciłem brwiami, po czym nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
            ~ No co tam? – zapytałem od razu, przyciszając dźwięk w telewizorze.
~ Louisa oskarżyli o posiadanie narkotyków i aktualnie siedzi w pace, czekając na sąd – odczekałem chwilę w ciszy, wyczekując na to, jak blondyn zacznie się głośno śmiać i powie, że to tylko fatalny żart. Niestety tak się nie stało.
~ Nie mówisz poważnie – udało mi się w końcu z siebie wydobyć, co nie było w cale takie łatwe. Oczy to już mi chyba z orbit wypadły.
~ Chciałbym, ale niestety policjantom coś się upierdoliło i nic nie da rady przemówić im do rozsądku. Najlepsze jest to, że żaden z nas nawet nie widział tych dragów na oczy – warknął chłopak, a ja zacząłem mocno zastanawiać się nad tym, czy mogę im jakoś pomóc. I nagle mnie olśniło.
~ Poczekaj. Niech on nie kontaktuje się z żadnym prawnikiem. Jutro przylecę z obstawą i to nie byle jaką – powiedziałem, od razu się rozłączając. Nie mam czasu, muszę jeszcze napisać do Lex, żeby wzięła jakieś bardziej wyjściowe ciuchy.
            Niall‘s POV
            Zmarszczyłem czoło, wpatrując się w wyświetlacz telefonu, przez który jeszcze kilka sekund temu rozmawiałem z Allanem. Nie wiem, kogo on chce ze sobą przywlec, ale niech ta osoba lepiej będzie godna naszego zaufania i wyciągnie Louisa z paki, bo wszyscy dookoła wiedzą, że Tommo jest niewinny. Coś mi się wydaje, że nasi kochani policjanci musieli się z kimś umówić o ta osoba po prostu podrzuciła mu dragi.
            Charlotte‘s POV
            Razem z Natalie siedziałyśmy w kuchni i przygotowywałyśmy sobie koktajle owocowe na kolację. Nagle do pomieszczenia wpadła Alex. Miała szeroko otwarte oczy, telefon mocno ściśnięty w jednej dłoni, a drugą podpierała się o framugę, jakby zaraz miała wylądować na podłodze. Popatrzyłam pytająco na Nat, ale ta w odpowiedzi jedynie wzruszyła ramionami.
- Co się stało? – zwróciłam się do blondynki, która westchnęła głęboko. Nie podoba mi się to, w jakim jest stanie.
- Twój mądry brat został wrobiony w sprawę z narkotykami i najprawdopodobniej będę go bronić – powiedziała na jednym wdechu. Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w twarz. Boże Louis, obiecywałeś.
- Mogę lecieć z tobą? – zapytałam niepewnie, przygryzając mocno dolną wargę. Blondynka pokiwała energicznie, przecząco głową. Załamałam ramiona.
- Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby wyciągnąć go z tego gówna, ale nie polecisz ze mną do Londynu. Za bardzo będziesz to przeżywać. Będę dzwonić codziennie i jak tylko pojawi się jakiś problem.
            Zayn‘s POV
            Siedziałem na balkonie i paliłem już któregoś z kolei  papierosa. Niall przekazał mi przed chwilą to, co powiedział mu Allan. Nie mam pojęcia, w co gra Spencer, ale coraz mniej zaczyna mi się to podobać. To oczywiste, że wie, gdzie są dziewczyny, ale nie chce nam powiedzieć, ani nawet naprowadzić nas na to. Przecież nie musielibyśmy od razu do nich lecieć. I na pewno nie podkablowalibyśmy go. Nie raz ratował nam dupę i nie moglibyśmy mu tego zrobić, chociażby ze względu na honor.
            Ale wracając do sytuacji z Tomlinsonem. Nie mam pojęcia, co powinienem o tym wszystkim myśleć. Jestem pewny tylko tego, że on nie wróciłby do dragów. Przecież już raz między innymi za to siedział i nie zauważyłem, żeby ciągnęło go z powrotem do paki. Jak tylko dane mu było wrócić do domu, to wyglądał jak najszczęśliwszy człowiek na świecie. No, chyba że chciał znowu zaznać tego uczucia, bo ostatnio jakoś nie było to dane żadnemu z nas. Potrzebuję kolejnej paczki.

22 komentarze:

  1. Cieszę się że dodałaś nowy według mnie rozdział jest bardzo dobry.
    czekam na next. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny:) czekam na kolejny<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny ; D Louis za kratkami a Alex pani prawnik :) oj nie wiem co z tego wyniknie bo z ich charakterami to się pozabijają ; D czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownyy rozdział po prostu Boski ;* . Nie możesz skończyć z pisaniem!!!Piszesz świetni ale i tak uszanuję twoją decyzję.Życzę dużo weny ;* ;* /Anonimka

    OdpowiedzUsuń
  5. Psy to są chuje ! A tak pro po zajebisty rozdział XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zwykle niesamlwity <33

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Nie chce cie urazić ani nic ale wymuszasz komentarze?

      Usuń
  8. Jeszcze 5 komentarzy lalala

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham to fanfictio <33 Najlepsze jakie czytam <33

    OdpowiedzUsuń
  10. 1!!! Jest 20 jupii

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadziele że to się liczy haha :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział ! Dodawaj szybko następny ! ;* czekam z niecierpliwością ! <3

    OdpowiedzUsuń